Zdaniem kibica. Proszę mi wierzyć, nie chcę nikogo atakować, piszę to co myślę. Rzecz prosta, bardzo cenię Zbigniewa Bońka, ale pozwolę sobie na kilka zdań polemicznych. - z Niemcami przegrywamy, przegrywaliśmy i będziemy przegrywać. No i może faktycznie trzeba się pogodzić z faktem, że piłkarsko jesteśmy drużyną słabszą. tylko po co budowaliśmy w takim razie ten huraoptymizm - powiedział Zbigniew Boniek w rozmowie z Rafałem Romaniukiem.
Przyznam się, że po wybitnym sportowcu nie spodziewałem się powyższych słów. Najbardziej mnie zaniepokoiło to, że z Niemcami "będziemy przegrywać". Mam nadzieję, że autorowi tych słów nie chodziło o to, że zawsze, ale tylko, że jeszcze nie raz z nimi przegramy. Nawet gdy założymy jak chce autor, że "piłkarsko jesteśmy drużyną słabszą" to po pierwsze, chyba nie zawsze tak musi być, a po drugie i ważniejsze, to że jesteśmy drużyną słabszą nie musi oznaczać jeszcze porażki. W sporcie chyba zdarzają się niespodzianki i nie zawsze faworyt wygrywa?. Bo gdyby potraktować słowa Zbigniewa Bońka dosłownie, to aż strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy mieli się jeszcze kiedyś z Niemcami spotkać na boisku, np. w ćwierćfinale EURO 2012 ( bo na obecnym Euro to już nie możliwe). Znowu zobaczylibyśmy to samo, co zobaczył Zbigniew Boniek, w 1 meczu z Niemcami "w niedzielę natomiast miałem wrażenie, że jesteśmy jak bokser, który wychodzi na walkę z Tysonem. Uderza lewym prostym i ucieka. Znowu uderza, i znowu ucieka. Sędziowie typują zwycięstwo Tysona na punkty, a rywal cieszy się, że nie skończyło się nokautem". Co więcej, gdyby słowa Bońka, w ich dosłownym brzmieniu miałyby stać się wyrocznią, to taki obraz by się powtarzał za każdym razem, przy każdej konfrontacji z drużyną Niemiec. I gdybym tak jak autor ( w dosłownym brzmieniu jego słów) założył z góry, że tak musi być już zawsze, bo "piłkarsko jesteśmy drużyną słabszą", to bym wybrał wariant, aby więcej już na to nie patrzeć.
Nie mogę podważać słów wielkiego piłkarza, więc muszę się przyznać, że dotąd żyłem złudzeniami. W swej naiwności sądziłem, że chłodny realizm jest potrzebny, aby realnie ocenić własne szanse w konfrontacji z danym przeciwnikiem, a nie po to, aby się poddawać jeszcze przed walką. Co więcej, w swej naiwności sądziłem, że chłodny realizm służy do tego, aby bezbłędnie ocenić kto jest faworytem a kto outsiderem i wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Że jak się jest faworytem to należy się pilnować, aby nie zlekceważyć rywala a jak się jest outsiderem, trzeba jeszcze bardziej się zmobilizować, aby postawić jak najcięższe warunki mistrzowi. Myślałem w swej naiwności, że nikt nie stoi na zupełnie straconej pozycji, dopóty dopóki sam w to nie uwierzy. Co więcej, sądziłem, że w piłce kopanej obowiązuje ta sama zasada co w innych dyscyplinach, czyli "bij mistrza" a nie klękaj przed nim na kolana. Myślałem nawet, że jak się przegra to się dąży do rewanżu a nie zakłada z góry kolejne porażki, aż do grobowej deski. Nareszcie przejrzałem na oczy. Mam jeszcze nadzieję, że albo Zbigniew Boniek źle się wyraził albo ja coś źle zrozumiałem i może ktoś mnie jeszcze oświeci.