Bloog Wirtualna Polska
Są 937 664 bloogi | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
Kategorie

mój blog

niedziela, 29 czerwca 2008 23:14

mój aktualny blog    http://w1ktorchmia.blox.pl



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3493895,trackback

komentarze (3) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

"Porażka z Chorwacją, żegnamy się z EURO 2008"

wtorek, 17 czerwca 2008 9:09

Rozliczanie powinno zacząć się od trenera i zakończyć na trenerze. Leo ma jedną przewagę, że jest Holendrem, gdyby był Polakiem to już cały naród z bulwarówkami na czele szukałby nowego trenera. Leo wypadł na EURO podobnie jak Janas i gorzej od Engela. Engel przegrał z Koreą, w meczu z Portugalią poszedł na wymianę ciosów, co nie tylko dla Polaków, może zakończyć się katastrofą. I pokonał 3 - 1 USA , dla których był to bardzo ważny mecz. Nawet po końcowym gwizdku, nie byli pewni awansu, bo wystarczyło, aby Portugalia zremisowała z Koreą, aby Amerykanie pożegnali się z mundialem razem z nami. Siłą Leo jest znana słabość ( przecenianie } Polaków wobec cudzoziemców. Jeśli już bierzemy trenera z zagranicy to raczej z kraju, który gra zbliżony futbol do naszego ( gra z kontry ). Najlepiej by było jednak, abyśmy szukali trenerów wśród swoich, to moje zdanie.

"Obawiam się, że musimy się przyzwyczaić, że formy z eliminacji nigdy nie przełożymy na turniej". Cytat z bloga Michała Pola. To jest oczywiście, niczym nie uzasadniony, absurdalnie irracjonalny determinizm, coś w rodzaju samorealizującej się przepowiedni, wynikający z dziecinnego zniecierpliwienia i rozczarowania. Ponoć mężczyzna nigdy się nie poddaje. Im trudniejsze wyzwanie, tym chętniej zabiera sie do pracy. Pamiętamy "klątwę" Antoniego Piechniczka i przypominalibyśmy ją po dziś dzień, gdyby nie to, że najpierw Engel, później Janas a ostatnio Leo, przenieśli ja do lamusa historii.

  

Jak odbudować markę polskiego futbolu ?. Mam propozycję. Moim zdaniem kolejne roszady personalne, nic nie zmienią na lepsze, że najwyższy czas na zmiany regulaminowe.  Potrzebny jest antybiotyk, asipryna już nie wystarczy. Tylko dlatych, co jeszcze, nie czytali a chcą przeczytać.  http://p1lka.blox.pl




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3450821,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

Podolski - Polska 2 - 0, Sędzia - Polska 1 - 1 :)

niedziela, 15 czerwca 2008 16:44

Jaki mecz był każdy widział. Motto meczu; niewykorzystane okazje się mszczą. Dotyczy obu zespołów. Najpierw dominacja Austrii przełożyła się na 3 setki do zdobycia gola. Nawet ślepy by z tego skorzystał. BRAWO BORUC. Zamiast gola dla przeciwników padł niespodziewany GOL dla Polski ( spalony! ). Brawo SAGANOWSKI I ROGER. Póżniej wyrównana gra i stopniowa dominacja Polaków. Druga połowa dominacja Polaków, kilka niewykorzystanych sytuacji. Wreszcie gra na przeczekanie a wszystko zakończył popis sędziego w doliczonym czasie gry. Teraz naprawdę tylko prawdziwy cud  może nas uratować.  Nastąpi szukanie winnego, tak jak w brydżu, najpierw licytacja później rozgrywka a na koniec rozliczanie partnera. Kto zawinił sędzia czy piłkarze?. Sędzia, bo wykorzystał najbłahszy pretekst. Ale mógł podyktować karnego to podyktował i już. Piłkarze, bo nie potrafili oddalić się na bezpieczną odległość od przeciwnika, tak jak to zrobiła choćby Chorwacja w meczu z Niemcami. A przecież potrzebowaliśmy małych punktów aby zwiększyć szanse awansu.                                                                                                       Reasumując było wszystko; groza (3 setki), euforia (GOL), laury (granie na dogranie a nie na dobicie), tragedia ( karny, którego  nie było, a jednak się zdarzył )                                            Moje wnioski. 2 mundiale, 1 Euro, 3 trenerów i te same bolączki. Winny temu że Polska za Górskiego, Gmocha I Piechniczka grała w piłkę a za Engela, Janasa I Beenhakkera gra głównie w chowanego, na docelowych imprezach, jest brak odgórnego systemu powołań do reprezentacji. Systemu, który by wyrównywał przepaść finansową dzielącą polskie kluby od zagranicznych. Systemu opartemu na obligatoryjnym wewnętrznym przepisie, że w reprezentacji grają tylko zawodnicy (obywatelstwo), którzy mają pewne miejsce w swoich klubach z preferencją na najlepsze ligi i polską ligę. Zmniejszyłoby to odpływ talentów z polskiej ligi ( którzy wyjeżdżając często tracą status gwiazd, grają ogony albo wcale nie grają, tracą formę i motywację ale dalej są w kręgu powołań do reprezentacji), gdyż wiązałoby się to z ryzykiem utraty miejsca w reprezentacji. Zyskałyby na tym i kluby i reprezentacja. Miejscem do promowania się celem wyjazdu za chlebem nie byłyby mecze ligowe czy eliminacje ale imprezy docelowe.  Przepis powinien istnieć do czasu aż polskie kluby, będą na tyle bogate, aby albo utrzymać finansowo najlepszych Polaków w naszej lidze, albo dzielić się nimi tylko z najlepszymi ligami i klubami świata. Chodzi tylko o to aby zrobić wszystko co możliwe na dziś zanim przyjdzie lepsze jutro.
         Patch. Najbardziej szkoda tego, że Boruc nie obronił karnego. Zostałby absolutnym bohaterem i do tego wyjście obronną ręką z takiej opresji dodatkowo wzmociłoby psychicznie zespół.                                                            PATCH. Teraz możemy awansować tylko kosztem Austrii i Niemiec, którzy między sobą grają ostatni mecz:)                                                                    PATCH. Pamiętamy, że prasa donosiła że wyspiarze mieli kibicować Polsce, więc decyzja sędziego angielskiego o podaniu koła ratunkowego gospodarzą nie powinna nikogo - kto ma poczucie humoru - dziwić ; )                               PATCH. Żart EURO 2008. " Dwóch zapytanych przez Sport.pl angielskich komentatorów piłkarskich broni decyzji swojego rodaka Howarda Webba o podyktowaniu rzutu karnego dla Austrii w 93 minucie". Też mi rewelacja. Każdy wie, że ręka rękę myje. Gdyby to polski sędzia w ten sposób wyeliminował Anglików z mistrzostw, wtedy inaczej by śpiewali i nigdy by nam tego nie zapomnieli :)                                                                             PATCH.To byl najlepszy sposób aby sędzia stał się sławny i przeszedł do historii. Nie uważam aby chciał pomóc Austrii, bo ta prawdopodobnie i tak odpadnie. Sądzę, że chciał pomóc sobie w dalszej karierze. Nic tak jej nie pomoże jak głośny medialny skandal. Nasi piłkarze i nasze nadzieje były tylko przypadkową ofiarą ambicji sędziego.                   PATCH. Moja propozycja na zaradzenie niektórym bolączką polskiego futbolu, czytaj tu: http://p1lka.blox.pl



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3445532,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

z Niemcami przegrywamy, przegrywaliśmy i będziemy przegrywać ?

niedziela, 15 czerwca 2008 8:49

Zdaniem kibica. Proszę mi wierzyć, nie chcę nikogo atakować, piszę to co myślę. Rzecz prosta, bardzo cenię Zbigniewa Bońka, ale pozwolę sobie na kilka zdań polemicznych. - z Niemcami przegrywamy, przegrywaliśmy i będziemy przegrywać. No i może faktycznie trzeba się pogodzić z faktem, że piłkarsko jesteśmy drużyną  słabszą. tylko po co budowaliśmy w takim razie ten huraoptymizm - powiedział Zbigniew Boniek w rozmowie z Rafałem Romaniukiem.  

Przyznam się, że po wybitnym sportowcu nie spodziewałem się powyższych słów. Najbardziej mnie zaniepokoiło to, że z Niemcami "będziemy przegrywać". Mam nadzieję, że autorowi tych słów nie chodziło o to, że zawsze, ale tylko, że jeszcze nie raz z nimi przegramy. Nawet gdy założymy jak chce autor, że "piłkarsko jesteśmy drużyną słabszą" to po pierwsze, chyba nie zawsze tak musi być, a po drugie i ważniejsze, to że jesteśmy drużyną słabszą nie musi oznaczać jeszcze porażki. W sporcie chyba zdarzają się niespodzianki i nie zawsze faworyt wygrywa?. Bo gdyby potraktować słowa Zbigniewa Bońka dosłownie, to aż strach pomyśleć, co by było, gdybyśmy mieli się jeszcze kiedyś z Niemcami spotkać na boisku, np. w ćwierćfinale EURO 2012 ( bo na obecnym Euro to już nie możliwe). Znowu zobaczylibyśmy to samo, co zobaczył Zbigniew Boniek, w 1 meczu z Niemcami "w niedzielę natomiast miałem wrażenie, że jesteśmy jak bokser, który wychodzi na walkę z Tysonem. Uderza lewym prostym i ucieka. Znowu uderza, i znowu ucieka. Sędziowie typują zwycięstwo Tysona na punkty, a rywal cieszy się, że nie skończyło się nokautem". Co więcej, gdyby słowa Bońka, w ich dosłownym brzmieniu miałyby stać się wyrocznią, to taki obraz by się powtarzał za każdym razem, przy każdej konfrontacji z drużyną Niemiec. I gdybym tak jak autor ( w dosłownym brzmieniu jego słów) założył z góry, że tak musi być już zawsze, bo "piłkarsko jesteśmy drużyną słabszą", to bym wybrał wariant, aby więcej już na to nie patrzeć.  

Nie mogę podważać słów wielkiego piłkarza, więc muszę się przyznać, że dotąd żyłem złudzeniami. W swej naiwności sądziłem, że  chłodny realizm jest potrzebny, aby realnie ocenić własne szanse w konfrontacji z danym przeciwnikiem, a nie po to, aby się poddawać jeszcze przed walką. Co więcej, w swej naiwności sądziłem, że chłodny realizm służy do tego, aby bezbłędnie ocenić kto jest faworytem a kto outsiderem i wyciągnąć z tego właściwe wnioski. Że jak się jest faworytem to należy się pilnować, aby nie zlekceważyć rywala a jak się jest outsiderem, trzeba jeszcze bardziej się zmobilizować, aby postawić jak najcięższe warunki mistrzowi. Myślałem w swej naiwności, że nikt nie stoi na zupełnie straconej pozycji, dopóty dopóki sam w to nie uwierzy. Co więcej, sądziłem, że w piłce kopanej obowiązuje ta sama zasada co w innych dyscyplinach, czyli "bij mistrza" a nie klękaj przed nim na kolana. Myślałem nawet, że jak się przegra to się dąży do rewanżu a nie zakłada z góry kolejne porażki, aż do grobowej deski. Nareszcie przejrzałem na oczy. Mam jeszcze nadzieję, że albo Zbigniew Boniek źle się wyraził albo ja coś źle zrozumiałem i może ktoś mnie jeszcze oświeci.            



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3443814,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

z Niemcami przegrywamy, przegrywaliśmy i będziemy przegrywać ?

niedziela, 15 czerwca 2008 8:48

 

Mam też problem ze zrozumieniem i tych słów "tylko po co budowaliśmy w takim razie ten huraoptymizm".  Byłem przekonany w swej naiwności, że ten "huraoptymizm" był pompowany tylko z obawy, aby Polacy, nie przegrali z Niemcami już w szatni i tylko w tym celu, aby podjeli z nimi bezkompromisową walkę (notabene okazało się to nieskuteczne). Ponadto muszę się - ze wstydem - przyznać, że sądziłem, że problem nie leży w wypowiedziach i nastrojach przedmeczowych - jeśli o mnie chodzi mogą być skromne, z pełnym respektem dla przeciwników, z presją na grę a nie na wynik - ale w tym, czy znajdą one potwierdzenie na boisku.

Pamiętam przedeurowe wypowiedzi Rogera i to jak dosadnie skomentował je Jan Tomaszewski: " A co do przechwałek Rogera: równie dobrze mogę stwierdzić, że posłałbym na deski Tysona". Ale to akurat Roger, według większości ekspertów, był najlepszym (obok Boruca) punktem naszej reprezentacji. 

Pamiętam przedeurowe wypowiedzi Slavana Bilića, twierdzącego, że jego piłkarze są w stanie zdobyć tytuł   - jest prawdopodobne, że ktoś nietypowany na faworyta wygra mistrzostwa. Tak jak to zrobili Grecy w 2004 roku. Myślę, że akurat my jesteśmy w stanie powtórzyć ten wyczyn - mówił.  Ale jak na razie znajdują one potwierdzenie na boisku ( zwycięstwo nad Niemcami 2-1 w ładnym stylu). 

Więc sądziłem, że problem nie tkwi w "przechwałkach", ale w ich dotrzymywaniu i że tylko o ich niedotrzymania można zgłaszać pretensje. To pierwsze zostawiałem tylko w gestii zawodników. Myślałem, żeto ich sprawa jakie chcą składać obietnice i dlaczego. A sprawą kibiców jest, aby zawodników i trenera, później za nie rozliczyć. 

Zbigniew Boniek mówi dalej "nie wiem, na czym opierał sie megaentuzjazm przed rozpoczęciem turnieju. Nie jesteśmy tak mocni, by myśleć o medalu". Też nie wiem, bo ja swój entuzjazm rozpatrywałem w kategorii niespodzianki i nie wykluczałem nawet złotego medalu a to już w kategorii wielkiej niespodzianki. Mam bowiem zasadę wierzyć w tego komu kibicuję, nawet jak oceniam jego szansę na 1%. Ale, ani nie mam potrzeby tego deklarować, ani nie oczekuję na deklaracje innych.  Zresztą zawsze byłem zdania, że o medalach w ogóle nie ma co mówić, że wystarczyloby powiedzieć, że się jedzie wygrać każdy kolejny mecz. To by oznaczało to samo, a brzmiało skromnie i pozwoliło skupić się, tak piłkarzom jak i kibicom na najbliższym meczu. A gdyby to znalazło potwierdzenie w faktach i drużyna zaczęła rzeczywiście wygrywać, to z każdym kolejnym zwycięstwem rosłyby nadzieje a drużyna rosłaby w swoich i rywali oczach. Rywale byliby pod wrażeniem, że było o nas cicho a teraz muszą się nas obawiać. Na Greków też nikt nie stawiał a jednak wygrali EURO 2004 ( "realisci" też nie mogą mieć latwego życia). To jest tylko sport a w sporcie wszystko jest możliwe. Tylko trzeba w to wierzyć i wszystko robić odważnie i z głową. 

Na koniec porównam dwa mecze Polska - Niemcy i Chorwacja - Niemcy, z pełną świadomością, że obecna Chorwacja to dużo bardziej klasowa drużyna niż Polska.  Wpierw przedstawię ocenę meczu Polska - Niemcy, oczami rozmówcy Bońka Rafała Romaniuka "Oglądałem ten mecz w biurze prasowym w Wiedniu w towarzystwie niemal wyłącznie dziennikarzy z Austrii i Niemiec. I miałem ochotę schować się pod stół, bo po kolejnych interwencjach polskich obrońców po sali przechodziły salwy śmiechu". (...) zapamiętałem, jak Golański kopie sie w czoło. Zapamiętałem, jak Smolarek i Żurawki błąkają się gdzieś bez pomysłu. Zapamiętałem, jak polscy piłkarze w 60 min patrzą w murawę, podczas gdy Niemcy grają z podniesioną głową". 



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3443813,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz | Trackbacki (1)

z Niemcami przegrywamy, przegrywaliśmy i będziemy przegrywać ?

niedziela, 15 czerwca 2008 8:48

To, że Polacy przegrali z Niemcami  w sferze psychiki, że do konfrontacji umiejętności czysto piłkarskich obu zespołów tak naprawdę w ogóle nie doszło, to opinia trenera Niemców zawarta w słowach "Myślę, że wygraliśmy to spotkanie w sferze psychiki".  W wywiadzie z Podolskim, można wyczytać m.in. "obawialiśmy się, że zechcecie rzucić się do odrabiania strat", to po pierwszym golu dla Niemiec. Tak więc Niemcy wygrali z nami nie dlatego, że są piłkarsko lepsi -jak słusznie twierdzi Boniek- bo nie zostali zmuszeni, aby to udawadniać, ale dlatego, że nie podjęliśmy z nimi prawdziwej walki "na noże".  

Po obejrzeniu zaś meczu Chorwacji z Niemcami swoje wrażenia na gorąco opisałem tak "Dlaczego?. Dlaczego Chorwacja, która wymęczyła zwycięstwo z Austrią, gra bez strachu i kompleksów, gra w piłkę z Niemcami a my nie możemy? Dlaczego? Odpowiedz jest jedna; strach ma wielkie oczy a diabeł jak się okazuje nie jest tak straszny jak go malują. Chyba już tylko my panicznie boimy się Niemców, jesteśmy ostatnim mohikaninem strachu  przed Niemcami." oraz "inni grają w futbol a nasi grają w chowanego" oraz " trzeba grać z zębem, bo chyba tylko o to chodzi, żeby było widać pełne zaangażowanie i wole zwycięstwa". To było pisane pod wpływem emocji, dziś już bym tak tego nie ujął ale ogólne wrażenie zostało to samo. Michał Kołodziejczyk zaś pisał "wystarczyło w ten sukces wierzyć" oraz "Chorwaci pokazali Polakom, że Niemcy byli do pokonania. A Ballack wcale nie jest w życiowej formie". Nic dodać, nic ująć. Przypomnę jeszcze słowa Jacka Gmocha "zobaczyliśmy, że Niemcy ani nie potrafią stworzyć przewagi, ani wygrać pojedynku 1 na 1. Przed  Chorwatami padli jak mur berliński! Szkoda, że nam się nie udało ich tak rozbić". Ujęły mnie też slowa trenera Chorwatów Slavena Bilića " Ciągle w naszej grze najważniejsze jest serce" . Czyżby to miałby być kolejny turniej zmarnowanych szans, których sami sobie nie daliśmy ( zła selekcja, nie ten styl , nie to zaangażowanie, nie tamotywacja etc.) 

Patch.Teraz najważniejsze, aby wygrać z Chorwacją.

 PATCH. Mój demokratyczny pomysł na zaradzenie niektórym bolączką polskiego futbolu. Moim zdaniem kolejne roszady personalne nic nie zmienią na lepsze, że najwyższy czas na zmiany strukturalne.  Potrzebny jest antybiotyk, asipryna już nie wystarczy.  http://p1lka.blox.pl



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3443811,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dlaczego przegralismy ? ( jeszcze nie) kolejną wielką imprezę i jak to zmienić.

piątek, 13 czerwca 2008 16:30

Polemika z blogiem http://lukaszsowa.blox.pl, który wydają mi się reprezentatywny dla wielu pesymistów; "Wystarczyło by gdybym napisał zwykłe "a nie mówiłem?". Z mojego wczorajszego wpisu (godzina 16.10) sprawdziło się komplentnie wszystko: i to że Polacy nie mają drużyny i to że Roger jest najlepszym piłkarzem z polskim paszportem. Dodatkowo potwierdziło się również, że Artur Boruc na pewno znajduje się w 10 najlepszych bramkarzy świata. Bronił pięknie i skutecznie"dalej " Niestety mam do niego pretensje. Przez jego wyśmienite innterwencje do poniedziałku kilka milionów Polaków będzie trwać w bezsensownym amoku nadziei. Już wczoraj zaczęły się analizy i matematyczne kombinacje: jakie wyniki muszą paśc w ostatniej kolejce, żeby Polska miała jeszcze szansę awansowac do fazy play-off? Zaraz pojawią się opinie, że to tylko futbol, że Austriacy są na fali wznoszącej, że najpierw przegrali, teraz zremisowali, a z Niemcami na pewno wygrają. No i oczywiście, że Polacy nie są bez szans w meczu z Chorwatami. Bzdrura!" dalej"Na głównych winowajców takiego stanu rzeczy wskazuje polskie media. Bezustanne podbijanie bębenka, nieuzasadniony optymizm i bezpodstawne analizy - tym polskie tuzy dziennikarstwa sportowego karmią naród od kilku tygodni    Zaczęło się od słynnego "Jakby nie patrzec wychodzi nam 6-6", w którym moi "koledzy" po fachu udowadniali wyższośc aż połowy polskich grajków nad reprezentami Niemiec, później epatowano 101. pozycją Austriaków w rankingu FIFA oraz innymi banialukami, zapominając o przedeurowych spraingach z europejskimi potęgami: Albanią czy Macedonią, w trakcie których nie widziałem 20 minut futbolu na europejskim poziomie".                                                                           Z faktami się zgadzam ale wnioskom autora zdecydowanie się przeciwstawiam. To klasyczne pomylenie skutków z przyczynami.                               

1) wierzyć trzeba zawsze, nawet jak jest bardzo źle 2) Chłodna ocena sytuacji, każe widzieć ile nam brakuje do najlepszych drużyn i jakie mamy szanse wyjścia z grupy. Czy jesteśmy faworytami czy odwrotnie musimy walczyć o niespodziankę i w niczym to nie powinno umniejszać wiary w zwycięstwo a wręcz odwrotnie 3) Gdy się jest faworytem to należy się pilnować aby nie zlekceważyć rywala a jak się nie jest faworytem należy się nastawić na walkę na całego i bez kompleksów. Aby mieć szansę pokonać faworyta, zgodnie z zasadą bij mistrza. 4) Nie media zawiniły, ale zabraklo prawdziwej wiary w siebie a nie udawanej, która znika gdy pojawi się przeciwnik. 5) Niemcy nie wygrali dzięki większym umiejętnością, nie musieli ich nawet pokazywać. Wygrali w sferze psychiki, bez wiekszej walki. Wystarczy poczytać co mówił na konferencji trener Niemców a w wywiadach Podolski. 6) To co nam naprawdę brakuje to silnej psychiki. Bez niej żadne umiejętności nie wystarczą a winne są te media i Ci autorzy którzy ciągle każą nam się bać tego czy tamtego a świadomość młodych ludzi nasiąka tym od dziecka 7) To dlatego Roger tak dobrze wypadł, na tle naszych, bo jego nikt strachu nie uczył, wręcz odwrotnie, on się niczego i nikogo nie boi, nie tylko w mediach ale również i na boisku. 8) Chorwacja pokazała jak się gra z faworytem. Bez strachu i kompleksów i tylko tak można sprawić niespodziankę, których w piłce nie brakuje. Jasne Chorwacja to nie Polska, ale to nic nie zmienia. Polacy przegrali dlatego z Niemcami, bo strach ma wielkie oczy choć diabeł nie jest taki straszny jak go malują. Nawet Algierczycy kiedyś ograli Niemców na Mundialu i to gdy Niemcy byli dużo silniejszą druzyną niż dziś. 9) Chociaż widzimy te same słabości to wyciągamy diametralnie odmienne wnioski i tym się różnimy a nie w postrzeganiu faktów. Dla Ciebie winni są nadmierni optymiści ( nadmuchiwanie balonu), dla mnie wieczni pesymiści, kórzy zamiast kazać bić mistrza, każą klękać przed nim na kolana. 10) Wg Ciebie winna jest prasa, która pompowała bębenek. Też tego nie lubię, prawdziwa wiara i siła nie potrzebuje przechwałek. Ale wg mnie głownie winne są te media, które wpajają nam strach i z góry zapowiadają kleskę, to się nazywa samospełniająca się prognoza 11) To żadna sztuka podawać fakty i naigrywać się z optymistów podejrzewając ich, że są ślepi na fakty oraz narzekać. Sztuką jest być zawsze optymistą nie tylko wtedy kiedy jest dobrze ale i kiedy jest źle i szukać rozwiązań aby złu zaradzić, polecam.                           Oto moja propozycja jak spróbować zaradzić bolączką polskiej piłki nożnej. Można ją znaleść poniżej albo w moim blogu; http://p1lka.blox.pl                                                

Aby nie było nieporozumień. W jednym faktycznie się zgadzamy, obaj nie lubimy megalomanów, hurraoptymistów etc. Są mi oni tak samo obcy jak i Tobie. Niestety za dużo ich u nas. Ale ja uważam że pesymiści, defetyści, malkontenci ( którzy lubią podawać się za realistów) czyli przeciwieństwo tamtych są równie a nawet bardziej groźni. Ja nie zgadzam się ani z tymi pierwszymi ani z tymi drugimi. Moje stanowisko z grubsza jest takie; 1) zawsze trzeba patrzeć prawdzie prosto w oczy zwłaszcza najgorszej 2) systematycznie poprawiać to co złe w miarę swoich sił i możliwości 3) ale nigdy, choćby nie wiem jak to bylo trudne i niewdzięczne, nigdy nie należy tracić wiary i pewności siebie. Bo to bezcenne, raz stracone może nigdy nie wrócić. Nie można wylewać dziecko czyli wiarę wraz z kąpielą czyli nie uzasadnioną niczym megalomanią. Tej wiary najbardziej brakuje naszym piłkarzą, bardziej niż umiejętności ( i nie zastąpi jej pohukiwanie ani naprężanie muskułów, wiara jest w głowie a nie w mięśniach) a dlaczego jej brakuje i jak to zmienić podaję tu: p1lka.blox.pl



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3438488,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dać się oszukać - bezdenne czy bezcenne.?.

czwartek, 12 czerwca 2008 10:56

Zdaniem kibica. Wśród komentarzystów Przeglądu Sportowego nastąpiła zasadnicza zmiana na lepsze. Mędrca i ironistę, pana Basałaja vel "realistę" ( opinia pana Basałaja ) vel pesymistę (alternatywna ocena ) vel defetystę ( moja propozycja) zostąpił pan odważny. W rolę tą wcielił się pan Adamczyk Jacek, publicysta. Pan Adamczyk bardzo odważnie głosi swoje herezje: "pewnie zabrzmi to jak herezja, ale nie zmartwiłem się po porażce z Niemcami". Już dawno temu przyrzekłem sobie niczemu ani nikomu się nie dziwić i nie dawać się zaskakiwać. Więc pan Adamczyk niczym mnie nie zaskoczył, ale muszę wyrazić uznanie i słowa podziwu redakcji PS. Głosić tak odważne poglądy to jedno, ale publikować je na łamach największej gazety sportowej w Polsce to drugie. Rozumiem, że w redakcji panuje absolutna wolność słowa. Panu Adamczykowi gratuluję odwagi, redakacji gratuluję komentarzysty, a naszej reprezentacji gratuluję kibica, bo o ile zrozumiałem to pan Adamczyk nadal uważa się za kibica biało - czerwonych. Wolność przekonań.                                                                                             Moje stanowisko jest stałe i niezmienne. Kibica obowiązuje optymizm ( minimum przyzwoitości ), nawet wtedy gdy daje 1 % szans na zwycięstwo swojej druzynie, tak samo jak zawodnika obowiązuje zaangażowanie w grę ( minimum przyzwoitości ). Kibica można rozliczać za brak optymizmu a zawodnika za brak zaangażowania. To samo dotyczy ekspertów, komentarzystów, komentatorów etc., jeśli rzecz jasna też są kibicami. Muszą tak umiejętnie wykonywać swoje zadania eksperta, komentarzysty czy komentatora, aby to nie przeszkadzało w dobrym wykonywaniu swojego zadania przez kibiców. Nie może być tak, że przez brak umiejętności ( np. wyczucia) podważają rolę kibica.                                                                                             To przez takich komentarzystów i ekspertów, którzy nieumiejętnie wykonują swoją pracę - np. mieszając albo myląc realizm przedmeczowy (sport jest nieprzewidywalny ) z realizmem pomeczowym (znowu przegraliśmy, dlaczego?) - Polska przegrała ten i przegra następny mecz z Niemcami ( moja ocena). Kibic czyta i zakoduje sobie, że ten kto wierzy w wygraną z Niemcami to frajer i kropka. Co z tego, że kibic pofatyguje się na stadion czy rozsiądzie się przed telewizorem ( ok 11 mln widowni oglądało mecz z Niemcami ) skoro pan Basałaj, ze swadą godną lepszej sprawy pisuje "realistyczne" komentarze, w najpoczytniejszej gazecie sportowej. W końcu. kibic pójdzie po rozum do głowy, wyciągnie wnioski  i zostanie w domu, albo wyłączy telewizor. Bo po licho kibicować drużynie, w którą wstyd wierzyć, bo realiści komentarzyści z niego drwią, że się daje nabijać w butelkę. Te uwagi odnoszą się do przedmeczowego komentarza Pana Basałaja w PS.                                                                                                                               Co do Pana Adamczyka. Dopiero po spokojnej ponownej lekturze komentarza ( pt. "dać się oszukać - bezcenne" PS 10.08.2008) zorientowałem się, że strzelam z armaty do wróbla. Przepraszam. Wiem, że to marne usprawiedliwienie, ale człowiek robi się nerwowy, gdy słyszy, że naszym pilkarzą brakuje pewności siebie ( np. taka była opinia trenera Niemiec "Myślę, że wygraliśmy to spotkanie w sferze psychiki" ) a w gazetach sportowych komentarze piszą defetyści. Wystarczy dodać 1 do 1, aby skojarzyć jedno z drugim. Otóż, z kontekstu wypowiedzi Pana Adamczyka okazało się, że Pan Adamczyk "nie zmartwił się" po przegranym meczu z Niemcami, nie dlatego, że się ucieszył albo mu to było obojętne, jeno dlatego, że zwyczajnie nie znalazł na to czasu.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3434324,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Dać się oszukać - bezdenne.czy bezcenne?.

czwartek, 12 czerwca 2008 10:55

Pan Adamczyk Jacek zapracowany był nachodzącymi go refleksjami w stylu: "Po raz pierwszy zauważyłem, że my Polacy, umiemy się wspólnie pasjonować czymś innym niż polityczne rozróby.." oraz "nie zdarzyło się w przeszłości, aby w przypadku sportowej imprezy ogarnął nas taki szał". Kolejne są znacznie bardziej rewelacyjne "Każdy człowiek ( Polak też) lubi być oszukiwany. To prawda znana od wieków". Z tego wynika, że albo nie jestem "każdy", albo nie jestem "Polakiem", a już na pewno nie jestem "człowiekiem". A co wiek ma do tego?. Mniejsza o większość. Perełka ściga perełkę: "Za każdym, kto karmi go pochlebstwami i łudzi sukcesami, pójdzie chętniej niż za pozbawiającym go złudzeń realistą". To ostatnie pasuje jak ulęgałka do komentarza Pana Basałaja, z przed meczu z Niemcami. To był prawdziwy popis pozbywającego nas złudzeń realizmu ( czytaj polemika wpisy poniżej ). Te "złudzenia" to oczywiście nic innego jak przekonanie, "że każdy mecz można wygrać, przegrać lub zremisować", jak mawiał trener Górski. A ja dodam, o ile się w to wierzy, bo za czasów trenera Górskiego to się rozumiało samo przez się. Nie trzeba było nic dodawać. Te złudzenia to np. to że Algierczycy sprawili wielką sensację pokonując ekipę Niemiec 2:1 pod czas Mundialu 1982 ( tego rozum panów B i A, nie przyjmuje do wiadomości) i wiele innych mniejszych bądź większych złudzeń. Niestety dzięki braku "złudzeń" większości z nas, a zwlaszcza opiniotwórców, nie mamy szans na takie złudzenia. Te są zaś udziałem innych, jak np. Greków, którzy podczas poprzednich EURO wcelowali w tytuł (w tym momencie panowie A i B mogą tylko popukać się w czoło), co nikomu, będącemu przy zdrowych zmysłach, nie przyszłoby nigdy do głowy. Ciekawe ile złudzeń przyniesie obecne EURO, ale my na złudzenia liczyć nie możemy. Już panowie B i A na to zapracowali. Rzecz jasna nie tylko oni dwaj.                                                                                             A kto nas "karmi pochlebstwami i łudzi sukcesami". To nikt inny tylko trener Leo; "okazało się, że nie tylko mnie odpowiada, gdy Leo Beenhakker i jego piłkarze przekonują, iż zostaniemy mistrzami Europy. Lepsze to niż nie spełnione obietnice obniżenia podatków". Geniusz, prawda?. Ja mam jednak poważne wątpliwości.                                                                                  1) Ostatnio trener Leo zmienił zdanie i nazwał już sam udział w imprezie cudem. Wnoszę stąd, że to co mówił wcześniej nie brało się z jego wewnętrznej potrzeby lecz z zapotrzebowania kibiców i dziennikarzy. A to zapotrzebowanie brało się zapewne stąd, że za dużo u nas było "chłodnych realistów", którzy z góry bez cienia złudzenia skazywali nas na pożarcie. Co oczywiście musiało oburzać zawodników, którzy muszą wierzyć w sukces, jeśli to co robią ma mieć jakiś sens. Gdyby natomiast zdecydowana większość spoleczeństwa, też wierzyła w sukces ( a nie jeno dodawała sobie animuszu pohukiwaniami), to byłoby tak jak za czasów Zbigniewa Bońka: " Za moich czasów (...). Nikt nie mowił, że jedzie po złoto, raczej deklarowalismy, że chcemy wyjść z grupy a potem powalczymy". Mi kibicowi, który wierzy w złudzenia, nie zależy na obietnicach. Nigdy bym ich nie wymuszał ani ich nie oczekiwał. Werbalnie zadowoliłbym się byle czym, byle w każdym meczu nasi zawodnicy grali tak jakby chcieli wygrać i naprawdę w to wierzyli że mogą i byle to było widoczne dla kibiców, mniejsza o wynik.                                          2) Czyja to wina, że Pan Adamczyk bierze obietnice za rzeczywistość?. Mi się wydaje, że Pana Adamczyka. "Przechwałki", jak to pan nazywa, mogą być oznaką siły albo słabości, a to boisko może ino zweryfikować.  Ktoś kto zna reguły rządzące sportem nie podnieca się obietnicami tylko spokojnie czeka na rezultaty. Mnie nie zwiodą żadne obietnice, wszystkie traktuję z przymrużeniem oka. Dla mnie liczą się tylko fakty, czyli to co widzę na boisku podczas meczu. Dotąd myślałem, że tak czynią wszyscy.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3434321,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Dać się oszukać - bezdenne.czy bezcenne?.

czwartek, 12 czerwca 2008 10:54

3) Czyja to wina, że niespełnione obietnice sportowców uważa pan za oszustwa. Czy aby nie pana?. Nigdy bym sam na to nie wpadł. Czy trener Wagner, też byłby oszustem gdyby siatkarze przegrali mecz z Rosjanami?. Ewidentnie z tego, co pan pisze wynika, że pan uważa, że skoro Polacy nie wygrali tzn., że nie mogli wygrać, że wynik byl zdeterminowany i że oczekiwanie na zwycięstwo było niczym nieuzasadnionym złudzeniem. Jeśli wynik mógł być czymś zdeterminowany to tylko wtedy gdyby zawodnicy jednej z drużyn, nie wierzyli w to że mogą wygrać. A więc z powodów odwrotnych niż pan zakłada.  Przecież sportowcy nie mogą obiecać że wygrają, mogą tylko obiecać że spróbują. Ale, aby mogli spróbować wygrać muszą być przekonani że wygrają. Inaczej się nie da. Dotąd myślałem, że każdy kibić rozumie podtekst podobnych "przechwałek".                                                                     Pod koniec komentarza pisze pan "Dlatego do czwartku, do spotkania z Austrią, jak każdy ogarnięty futbolową pasją człowiek (..) spróbuję zrozumieć, skąd wzięły się wcześniejsze przechwałki naszych zawodników oraz trenera". Powodzenia, ale ja już wiem, że pan tego nigdy nie zrozumie, a to dlatego, że dotąd pan tego nie zrozumial. Odpowiedź tkwi w słowach trenera Górskiego "mecz można wygrać, przegrać lub zremisować", które na pewno są panu znane. A więc każdy ma prawo zakładać, że wygra. Inszość, czy to znajdzie potwierdzenie na boisku.                                               W wywiadzie z Podolskim, można wyczytać m.in. "obawialiśmy się, że zechcecie rzucić się do odrabiania strat" to o pierwszej połowie a w podsumowaniu całego meczu można przeczytać "przyznam szczerze, że spodziewałem się, że Polacy zagrają lepiej". Że tak się nie stało czuję w tym rękę ludzi myślących podobnie do pana a zwłaszcza do pana Basałaja. Jeśli chodzi o mnie to nie jestem rozkapryszanym dzieciakiem, abym nie mógł znieść rozczarowania porażką i stał się przez to defetystą, który zakłada porażkę zanim ona nastąpi i obchodzi się ze swym pożal się Boże realizmem (to odnosi się głównie do pana Basalaja, który "realistycznie" przewidział wynik zanim stał się on faktem, w komentarzu przedmeczowym, nasiąkniętym ironią i drwiną, wynikającymi z poczucia wyższości "chłodnego realisty" wobec kibiców, którzy śmią jeszcze wierzyć).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3434319,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

pomysł kibica na uzdrowienie polskiej piłki nożnej

środa, 11 czerwca 2008 8:27

Podobnie jak chyba wszyscy zastanawialem się nad przyczynami słabości polskiego futbolu już od czasu poprzednich dwóch mundiali i podczas drugiego doszedłem do pewnych wniosków. Nie wiem na ile słusznych i możliwych ale się nimi podzielę. Zastanawiałem się w czym tkwi przyczyna, dlaczego za trenera Górskiego, Gmocha czy Piechniczka Polska grała bez kompleksów ( atakowała kiedy trzeba bylo atakowac i broniła się tylko wtedy kiedy trzeba było się bronić i to niezależnie z kim grała) a teraz nie może. Powie ktoś był wielki trener i wielcy zawodnicy. Jasne, ale czy to jest przyczyna czy może tylko skutek. Kto nam zagwarantuje, że teraz cierpimy nie z powodu braku talentów czy potencjalnych talentów ale z powodu slabszej psychiki.                                                                         Doszedłem do wniosku, zapewne nie ja jeden, że główna przyczyna tkwi w odsłonięciu się "żelaznej kurtyny". To tak jakby rybki akwariowe wypuścić na wzburzone morze pełne rekinów. Okazało się czarno na białym i doświadczalnie jaka dzieli nas przepaść od wolnej części świata. Dawniej najlepsi polscy piłkarze grali w polskiej lidze i byli jej gwiazdami a Mundial traktowali jako wielką przygodę i okno wystawowe na świat. W Polsce ich usilnie przekonywano, że żyją w tym lepszym ustroju, że nigdzie nie żyje się tak dobrze ale i tak chcieli zobaczyć na własne oczy jak ten zgniły zachód wygłąda. Rzecz prosta trywializuję. Nie jeden zapewne marzył aby się pokazać z jak najlepszej strony, aby sie wypromować i zagrać gdzieś tam na "zgniłym zachodzi", bo wszyscy wiedzieli, że co prawda u nas żyje się znacznie lepiej za to tam znacznie dostatniej. Więc zacząłem zastanawiać się jak ten rów jaki powstał w miejscu żelaznej kurtyny zasypać, ale tylko tymczasowo, aż do czasu gdy nasze kluby dorównają do najlepszych ( finansowo, organizacyjnie, szkoleniowo).                                                                                                    Pomysł jak to zrobić sam przyszedł mi do głowy zanim zacząłem go szukać. Jest prosty. Wiadomo nie ma rozwiązań doskonałych, są tylko lepsze lub gorsze, wszystkie mają liczne wady, są krzywdzące, niesprawiedliwe etc. Sądzę, że ten jest lepszy niż gorszy (mniejsze zło). Wprowadziłbym obligatoryjny ( nic co jest umowne i dobrowalne nigdy nie skutkuje) wewnętrzny przepis postanawiający, że w polskiej reprezentacji narodowej mogą grać tylko piłkarze z polskiej ligi ( obywatelstwo) oraz stranieri ( obywatelstwo) ale tylko z najlepszych lig świata (kwestia do uzgodnienia) i tylko grający w wyjściowych składach lub leczący kontuzje. Dla innych nie byłoby miejsca w reprezentacji i nikt, ani trenerzy ani zawodnicy nie mogliby tego zmienić. Moim zdaniem sam ten przepis odrazu podniósłby poziom polskiej piłki tak ligowej jak i reprezentacyjnej na wyższy poziom, przynajmniej w sferze psychiki.                                                               Argumenty. Moim zdaniem wszytko tracimy pomiędzy eliminacjami a imprezą docelową. A to przez zrozumialą niecierpliwość zawodników, którzy gdy tylko się wypromują w lidze czy w eliminacjach już chcą jechać na zachod za chlebem. Sam bym tak zrobił. Grając na zachodzie często np. w rezerwach, tracą status gwiazd, tracą formę ale przede wszystkim motywację, bo już się wypromowali, bo już wiedzą, że ten obcy chleb wcale nie jest taki lekki, że od przyjezdnego są wyższe wymagania, inna kultura i język (adaptacja) etc ale nadal są powolywani i grają w polskiej reprezentacji. Polskie kluby też tracą z ich wyjazdem i nie mogą zaistnieć w pucharach.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3431005,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

pomysł kibica na uzdrowienie polskiej pilki nożnej

środa, 11 czerwca 2008 8:26

 Gdyby istaniał powyższy przepis ( chroniący nas rodzimy futbol, nie przed obcymi ale przed nami samymi), nie jeden zawodnik by się dwa razy zastanowił czy warto ryzykować utratę miejsca w reprezentacji i nie jeden co bardziej ambitny i wierzący w siebie by poczekał z wyjazdem do imprezy docelowej i nawet może by na tym zyskał finansowo i sportowo, gdyby Polska pokazała się z dobrej albo z bardzo dobrej strony.                                                                                                                   Gdyby istniał taki przepis na Mundiale czy Euro jechaliby tylko zawodnicy z mentalnością zwycięzców, których nikt nie musiałby dodatkowo motywować ino studzić rozpalone głowy i mógłby zająć się tylko przygotowaniami czysto piłkarskimi. Na mundial czy Euro jechaliby tylko albo uznane gwiazdy lig zagranicznych albo gwiazdy ligi poslkiej, jechaliby pełni werwy i zapału (musieli wcześniej wykazać się cierpliwością, zaryzykowali a teraz chcą to sobie odbić), gryźliby murawę do upadłego ( pressing, kreatywność, ciąg na bramkę), aby się wypromować i aby pokazać, że polska liga nie taka zła jak ją malują. Może nawet zobaczylibyśmy kiedyś brakujące ogniowo czyli radość z gry.                                                                                                                             Nie mielibyśmy gwarancji sukcesu ale moglibyśmy być pewni, że nasi pilkarze wstydu nam nie przyniosą, że będziemy mogli być z nich dumni. Może zbytnio koloryzuję ale do kaduka jesteśmy 40 - milionowym narodem i talentów na pewno nam nie zabraknie ( proszę nie patrzeć na mnie;)). Sądzę, że nie jeden kraj na naszym miejscu by taki przepis wprowadził. I nie dochodziłoby do takich sytuacji, że najlepsi piłkarze siedzą na ławce rezrwowej albo przed telwizorem, wtedy kiedy są potrzebni na boisku (np. Ireneusz Jeleń ). Proponowałbym przeprowadzenia głosowania nad tym dezyderatem, tylko wśród piłkarzy i trenerów, gdyż uważam, że w sprawach najważniejszych dla reprezentacji decydować powinien głos trenerów i piłkarzy a nie działaczy.                                                                                                                Patch. Wolę trenerów polskich od zagranicznych, gdyż znają polskie realia i pracują dla kraju ale pod warunkiem rzecz jasna, że nie są gorsi od zagranicznych. Nie wiem czy zawiedli Engel i Janas, czy zawiódł system. Sądzę że Ci trenerzy nie byli źli, wywalczyli awans. Sądzę, że osiągnęliby więcej gdyby im okoliczności pozwoliły. Sądzę, że urodzili się albo za wcześnie albo za późno. Żaden trener nie odważyłby się odsunąć od składu tych co wygrali eliminacje i grają za granicą (w rezerwach albo słabych klubach i już się wypromowali) a w ich miejsce powołać gwiazdy polskiej ligi. Nie odważył się też na to Leo. Tylko obligatoryjny przepis, któryby to regulował nieodwołalnie, byłby skuteczny.                                                              PATCH. Nie dochodziłoby do takich sytuacji o których pisze Stefan Szczepłek (rzepa): "Z Żurawskim Polska grała schematycznie, on sam coraz częściej zawodził, ale Beenhakker był wobec niego fair, powoływał go także, kiedy piłkarz nie miał miejsca w Celticu i obdarzał nawet opaską kapitana ( co nie dla wszystkich jego kolegów było zrozumiałe)".                                       PACH. Ocena Kazimierza Sidorczuka (byłego reprezentacyjnego bramkarza) meczu Polska-Niemcy: "Byliśmy zdecydowanie słabsi. Brakowało pomysłu na sforsowanie obrony. Graliśmy schematycznie. Nie podjęliśmy walki jeden na jednego. Większość graczy nie trafiła z formą". Gdyby istniał powyższy przepis nie doszłoby do tego.                                          PATCH. Wszyscy pamiętamy, że na Mundialu 2002, jedynym wygranym i najlepszym meczem w naszym wykonaniu był mecz Polska - USA  3-1. Zagraliśmy w dużej mierze składem rezerwowym, co było powodem żartów w ekipie pokonanych. Pamiętamy też, że był to mecz o honor, ale nie możemy pomijać i faktu, że dla USA był to mecz o wszystko i tylko niespodziewana w ostatnich minutach porażka Portugalii z Koreą Południową, pozwoliła im wyjść z grupy kosztem Portugalii.                                                 Patch. Szkoda, że nasi piłkarze w najlepszych swoich czasach nie pokonali Niemców, bo byśmy nie mieli dziś aż takiego ich kompleksu.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3431004,trackback

komentarze (1) | dodaj komentarz

Algierczycy sprawili wielką sensację pokonując ekipę Niemiec 2:1 Mundial 1982.

wtorek, 10 czerwca 2008 13:31

Zdaniem kibica."Wreszcie doczekaliśmy się pierwszego triumfu Roberta Kubicy w F1.(...). A potem zachciało nam się zwycięstwa reprezentacji Polski w jej pierwszym starciu w finałach mistrzostw Europy. W dodatku trzeba było pokonać Niemców. Znowu nabraliśmy się na optymizm piłkarzy (...). Wierni uczniowie Leo Beenhakera, który świetnie potrafi sprzedawać dobry nastrój. Nabieraliśmy się na perspektywy wielkiej gry Polaków przed sześcioma i dwoma laty.(...). Ta tęsknota za piłkarskim sukcesem zespołu biało - czerwonych jest silniejsza od chłodnej oceny sytuacji" - sączy swój jad (to moja ocena) Janusz Basałaj w kolejnym komentarzu w PS ( 9.06.2008 ). Rozumiem, że mówi pan w swoim imieniu i że zakłada pan, że wszyscy myślą/czują podobnie jak pan i dlatego używa pan liczby mnogiej?. Wpierw muszę panu pogratulować. Spełniła się pana samorealizująca się prognoza zawarta w komentarzu przed meczem Polska - Niemcy. Wykrakał Pan bezbłędnie. To, że pan jako pesymista - realista dał się nabrać na optymizm pilkarzy i trenera to jeszcze nie dowód, że wszyscy optymiści - idealiści też dali się na to samo nabrać. Chce Pan dowodów? służę; "To czy nasi piłkarze mają "mentalność zwycięzców" czy nie to się dopiero okaże podczas meczu. Tylko boisko może to zweryfikować. Na razie to nie jest fakt tylko przypuszczenie. "Mentalność zwycięzców" ma być widać nie w szatni przed, podczas i po meczu, nie w wywiadach prasowych czy na konferencjach prasowych ale podczas meczu.(...).Trenerzy Engel i Janas też umieli stwarzać pozory i byli przekonywujący ale boisko to zweryfikowało"( cytata z mojego bloga ). Bo widzi Pan ja kieruję się nadzieją ale czekam na fakty, polecam. Rozumiem, że ta "chłodna ocena sytuacji" to nic innego jak wywieszenie białej flagi, rezygnacja z kolejnych eliminacji do Mundialu, rezygnacja z roli współgospodarza EURO 2012 i czekanie, aż będziemy mieć wybitnych piłkarzy, którzy udźwigną ulokowane w nich nadzieje narodu?. Bo albo rezygnujemy z walki albo walczymy i wierzymy w 100 % w powodzenie, bez względu na okoliczności. Innej drogi nie widzę. Rzecz prosta piszę o założeniach przedmeczowych. A to jak ta walka będzie przebiegać i jaki będzie jej wynik to odrębna kwestia. Tak się składa, że ja też uważam się za realistę, wydaje mi się że mniej więcej znam uwarunkowania i kondycję polskiego sportu, w tym piłki kopanej. Też daleko mi z tego powodu do zadowolenia. Ale staram się odróżniać wiarę ex ante, od ocen ex post. Gdybym poszedł tropem pana rozumowania rozdzieliłbym medale zgodnie z "chłodną oceną sytuacji" ekspertów a zabroniłbym przeprowadzać absurdalnych zawodów sportowych pod rygorem zamknięcia w zakładzie dla obłąkanych. Moj zaś realizm opiera się na 2 założeniach; 1) wiara i optymizm nie powinny być zależne od wyników meczów, formy zawodników, aktualnej kondycji piłki nożnej w Polsce etc., wiara i optymizm powinny być zawsze bo tylko na nich można zbudować kiedyś solidną drużynę i cieszyć się ze zwycięstw. 2) sport jest nieprzewidywalny ale aby takim był trzeba mu w tym pomóc. Gdyby wszyscy kierowali się "chłodną oceną sytuacji" nigdy nie doszłoby do ani jednej niespodzianki nie mówiąc już o sensacjach. Takich jak np. ta: Algierczycy sprawili wielką sensację pokonując ekipę Niemiec 2:1 na Mundialu 1982. Im więcej w danym społeczeństwie "mędrców", tym mniejsza szansa na niespodziankę. Piszę to niemal wyłącznie do pana bo sądzę, że niemal wszyscy inni to wiedzą a nawet wiedzą więcej ode mnie. Teraz po meczu pisze pan "...sport, czy futbol potrzebuje optymizmu i wiary w sukces" 10 - 10. Ale czegoś tu nie rozumiem a gdzie był pana "optymizm i wiara w sukces" przed meczem?!!!. Cały pana komentarz przedmeczowy sprowadzał się do słów; "Może i wygramy, choć raczej nie damy rady rywalom lub zremisujemy" i naigrywał się pan z optymistów, utożsamiając ich nawet z czytelnikami bulwarówek (to moja ocena), zarzucał im "chciejstwo" etc. Teraz po meczu pan pisze "temu jednak trzeba pomóc skuteczną i ambitną postawą. W starciu z tak doświadczonym i świetnym przeciwnikiem (...) każdy z Polaków powinien zagrać coś nadzwyczajnego" 10 - 10. Pan też pomagał jak umiał najlepiej, odświeżając, podtrzymując i utrwalając zadawnione kompleksy niższości wobec Niemieców ( pana przedmeczowy komentarz). Strasznie pan mąci, czy chce pan w mętnej wodzie ryby łowić (moja ocena i moje przypuszczenie)?. Pisze pan "Widzieli Państwo te nadzwyczajne rzeczy  w wykonaniu np. kapitana zespołu Macieja Żurawskiego (...) albo Jacka Bąka lub Jacka Krzynówka?...". 10 - 10. Każdy widział kto ma oczy ale pana sposób myślenia nawet miał w tym swój udział (moja ocena pana komentarza przedmeczowego).  Ale w tym się akurat zgadzamy, ocena każdego meczu musi być surowa i konstruktywna, ale musi też uwzględniać fakt, że turniej się jeszcze nie skończył. Pan się chyba też z tym zgadza bo na zakończenie komentarza napisał Pan "jakoś tam będzie ...". Czy to aby nie jest jałmużna?. Pan zapewne liczy, że pana pesymizm ( pardon realizm) przełoży się na lepszą grę naszej reprezentacji, że ona potrzebuje różnorodnych bodźców ale ja uważam, że jest to mądrość krótkowidza. Uważam, że ogień ledwo się tli, a pan aby go rozdmuchać używa do tego gaśnicy ( moja ocena). Do tego opisuje pan tylko skutki, bez podawania przyczyn i sposobów jak im zaradzić. Jak ważna jest psychika w sporcie to chyba każdy wie. Trener Niemców po meczu powiedział m.in. "Myślę, że wygraliśmy to spotkanie w sferze psychiki". Marcie Mięciel zaś zauważył "świetną zmianę dał Roger. Od razu widać było, że ten chłopak ma inną mentalność. Grał bez kompleksów. Kiwał, podawał, strzelał". Być może nikt go w młodości nie uświadamiał, że ma się kogoś czy czegoś bać. Być może nawet różnica między Rogerem a niektórymi polskimi piłkarzami nie tkwiła tyle w różnicy umiejętności, ile w sferze psychiki. Gratuluję panu Basałajowi dobrego samopoczucia, a redakcji PS gratuluję zastępcy naczelnego. Sukces będzie murowany jak nie teraz to w przyszłości.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3428528,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Gwoli ścisłości.

poniedziałek, 09 czerwca 2008 16:42

"Ponad 11 mln widzów obejrzało niedzielny mecz Polska - Niemcy na piłkarskich mistrzostwach Europy, natomiast zwycięstwo Roberta Kubicy w wyścigu Formuły 1 o Grand Prix Kanady śledziło przed telewizorami niemal 2,2 mln Polaków - wynika z danych telemetrycznych TNS OBOP. Jak wynika z pomiaru losy spotkania Polska - Niemcy obejrzało ponad 11 mln Polaków, co stanowi prawie 70 proc. wszystkich osób zasiadających w tym czasie przed telewizorem. Z kolei Grand Prix Kanady i historyczne pierwsze zwycięstwo Polaka w zawodach Formuły 1 śledziło przed telewizorami w Polsce 1,7 mln widzów w TV4 oraz prawie pół miliona w Polsacie Sport". Takie dane podała polska prasa. To są dane jednostronne.  Zapomniano o drugiej, mniej ważnej ale jednak istniejącej stronie medalu, aby obraz był pełny. Ciekawe i uzupełniające byłyby dane telemetryczne, ile widzów poza Polską oglądało mecz Polska - Niemcy, a ile śledziło zwycięstwo Roberta Kubicy. Wtedy dopiero mielibyśmy pełny obraz sytuacji. Mała próbka; "Czołówki najważniejszych portali sportowych pełne są peanów na cześć polskiego kierowcy. "Kubica poruszył niebo w Kanadzie" pisze na pierwszej stronie hiszpańska Marca, która więcej miejsca na czołówce poświęca tylko swojemu tenisiście - Rafelowi Nadalowi, który po raz czwarty z rzędu wygrał Roland Garros".  A to druga próbka; Tytuły światowych mediów; Marca: La Gazzetta dello Sport: Wielki dzień Kubicy. Triumf BMW. Heidfeld numer dwa, BBC: Błąd Hamiltona dał zwycięstwo Kubicy, SkySpot:Przełomowe zwycięstwo Kubicy, Marca: Kubica poruszył niebo w Kanadzie, a Alonso wraca do piekła.




Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3426181,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Podolski - Polska 2-0 porażka nikogo nie cieszy.

poniedziałek, 09 czerwca 2008 5:49

Zdaniem kibica. Porażka nikogo nie cieszy. Trudno o dobry humor. Ale dla tych kibiców, którym  piłka nożna nie przysłania całego widnokręgu (ja np. preferuję dyscypliny indywidualne z tenisem na czele) jest wielki powód do radości: "GP Kanady: Niesamowity triumf!. Robert Kubica zwycięża i jest liderem mistrzostw świata!", "Niesamowity wyścig w Montrealu kończył Mazurek Dąbrowskiego". Tego jeszcze nie było nigdy wcześniej. To największy sukces polskiego sportu w tym roku. Gdy Kubica wygrywał a drużyna Leo dopiero rozpoczynała mecz, liczyłem, pewnie jak każdy kibic, że może będzie podwójne święto, że może piłkarze wezmą przykład z Kubicy i też odniosą historyczny sukces. Prasa będzie miała używanie a brukowce pękną z nadmiaru dumy i będzie trzeci powód aby szampan lał się strumieniami. Stało się inaczej, mówi się trudno, żyje się dalej. Niemcy okazali się lepsi więc zasłużyli na wygraną. Trzeba im pogratulować zwycięstwa i tyle, było mineło. Nasi walczyli ale tak jakoś bez przekonania [ to ocena niektórych kibiców - internautów ]. Kibic piłki nożnej poszedł spać w minorowym nastroju, kibic F1 szczęśliwy, a kibic obu dyscyplin z mieszanymi uczuciami. Nie można tego meczu porównywać z występami na Mundialu, gdyż teraz z faworytem grupy zagraliśmy na samym początku. Więc, dla nas nie wszystko jeszcze stracone, jeszcze zostały dwa mecze i szansa na wyjście z grupy ciągle jest. Tym teraz trzeba się zająć. Moje stanowisko jest ciągle to samo i niezmienne; wiara i optymizm nie powinny być zależne od wyników meczów, formy zawodników, aktualnej kondycji piłki nożnej w Polsce (każdy wie jaka jest) etc. wiara i optymizm powinny być zawsze bo tylko na nich można zbudować kiedyś solidną drużynę i cieszyć się ze zwycięstw, tak jak np. dzisiaj Niemcy. W czasie transmisji meczu w telewizji były też okazje do żartów i wesołości. Komentator  Mateusz Borek oddał na pięć minut głos murawie ( miał tam być Piotr Świerczewski ale siedział jeszcze koło Pana Borka ), po czym zapadła grobowa cisza a kibic mógł się spokojnie głowić, co też takiego ciekawego szepcze do ucho  Pana Borka Piotr Świerczewski, aż zbudził go z letargu głos Pana Borka "Dziękujemy murawie". Dziękuję i ja.       PATCH. Mam pytanko do ekspertów. Dopiero uczę się piłki nożnej, jeszcze wszystkiego nie rozumiem. Rozumiem mniej więcej, że gdy drużyna wygrywa broni się umiejętnie [np. najlepszą obroną jest atak], gdy drużyna przegrywa atakuje, gdy drużyna atakuje narażona jest na kontry. Ale nie mogę jeszcze zrozumieć sytuacji, gdy jedna drużyna nie atakuje a druga drużyna dochodzi do 100 % okazji do zdobycia bramki. Może na to potrzeba czasu?.      PATCH  Czy mecz z Austrią będzie meczem o wszystko?. Na takim turnieju to niemal każdy mecz jest meczem o wszystko i nigdy nie wiadomo z góry który okaże się ważniejszy, np. za trenera Engela wystarczyłby remis w drugim meczu z Portugalią aby awansować z grupy, nie było jak się później okazało konieczności przeprowadzania frontalnego ataku od pierwszego gwizdka meczu. Patch. Michał Pol napisał w blogu o Rogerze; "Jedyny, który nie bał się pojedynków z Niemcami i wygrywał je. Niemcy szybko nabrali do niego respektu i nie atakowali na raz, bo zrozumieli, że ich ogra. Spokojny, pewny siebie, zero emocji, pełna koncentracja". Podpisuję się. Tak trzeba grać aby mieć szansę wygrać, prawdziwą szansę. PATCH. Może nasi zawodnicy odblokują się mentalnie, może w następnych meczach zagrają z jeszcze większą wiarą w zwycięstwo i na niezbędnym luzie (presja powinna być nie na wynik ale na grę), aby w pełni zademonstrować swoje możliwości. I może wówczas w meczu półfinałowym z Niemcami wynik będzie odwrotny Polska - 2, Podolski - 0.;).



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3424786,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

stan iluzji i beznadziei - jak my to kochamy

niedziela, 08 czerwca 2008 10:55

Już myslałem, że moje wieloletnie przekonanie, że brakuje nam pogodnego optymizmu i wiary w siebie było tylko złudzeniem jakąś fantasmagorią. Ale wreszcie znalazłem kliniczny przykład defetyzmu ( to moja ocena ) . Znalazłem zupełnie niespodziewanie podczas lektury Przeglądu Sportowego, w komentarzu Pana Janusza Basałaja, zastępcy redaktora naczelnego (7-8.06.2008). Cytuję " Chce się nam po prostu wygrać z Niemcami i już! .Nieważne, że w niedzielę wieczorem będziemy się spotykać z trzecią drużyną świata, w której grają zawodnicy Chelsea, Arsenalu czy Bayernu Monachium. Nie ma znaczenia, ilu futbolistów zarejestrowano w niemieckim związku piłkarskim i w jakich warunkach szkoli się za Odrą młodzież. To wszystko przestaje mieć znaczenie kiedy przychodzi czas spotkania z Niemcami". Sądzę, że to ma znaczenie ale nie tuż przed meczem. Do jakich wniosków dochodzi Pan Basałaj; "Może i wygramy, choć raczej nie damy rady rywalom lub zremisujemy". Myślę, że na opak Pan zinterpretował słowa trenera Górskiego gdy mówił; "Mecz można wygrać, przegrać lub zremisować". Sądzę nawet, że pomylił pan skutki z przyczynami. Piłkarze wywodzą się prostą drogą ze społeczeństwa a ono karmione jest od czasu do czasu takimi przemyśleniami jak wyżej zacytowane. To właśnie jest przyczyna a skutkiem tego jest np. bilans meczy Polska - Niemcy; 11 porażek 4 remisy i O zwycięstw. Nie wiem czy ktoś ma "lepszy" bilans z sąsiadem z za miedzy ale nie sądzę. Trenerzy swoje a Pan Basałaj swoje. "Piłka jest okrągła, a bramki są dwie, albo my wygramy, albo oni", "Dopóki piłka w grze, wszystko jest możliwe". Tyle trener Górski. Te same prawdy choć własnymi słowami przekazuje zawodnikom Leo; "Wiem, że wiele osób patrzy na ten mecz i odnosi się do historii.(...) Ale ja pytam: jak to potem można wykorzystać na boisku? Wychodząc z takim nastawieniem pełnym resentymentów, nie zagrasz dobrego spotkania". Trener przypomina też, że na boisku piłkarskim gra 11 przeciw 11 i wiele innych podobnych historii. Ale Pan Basałaj wie lepiej. Gdyby wszyscy w Polsce rozumieli przekaz trenera Górskiego to obecny trener nie musiałby odkrywać Ameryki i mógłby spokojnie zająć się szkoleniem taktycznym etc. Trener Leo mówi o Niemcach; " jest kilka powodów, dla których są zaliczani do najlepszej piątki na świecie. Przede wszystkim mają znakomitych piłkarzy. Po drugie zawsze grają z ogromnym poświęceniem dla drużyny.(...) - nigdy się nie poddają, zawsze prą do przodu, nie tracą głowy i zawsze w końcówce spotkania są w stanie wykrzesać z siebie dodatkowe siły". Ja nawet sądzę, że to jest główną przyczyną fatalnego bilansu meczów Polska - Niemcy a nie to, że mają więcej kasy, więcej i lepszych piłkarzy i lepsze boiska. Pan Basałaj się na ten temat nawet nie zająknął. Pan Basałaj pisze; "... ale przed dwoma laty było jeszcze bardziej optymistycznie i skończyło się tak, jak się skończyło (...). Jedna runda i do domu". Wszyscy sportowcy z całego świata mają na to jedeną odpowiedź - dążą do rewanżu a nie ronią krokodyle łzy nad rozlanym mlekiem. Pan Basałaj zadaje sobie pytanie "Pesymizm?" i odpowiada "nie, ale...". Pan Basalaj wydaje się być przekonanym, że przemawia przez niego mądrość realisty. A ja uważam, że to strach i polisa  przed kolejną porażką naszych piłkarzy ( to moja ocena). Pan Basałaj nie chce więcej rozczarowań i znalazł na to sposób w "realizmie" (to moja ocena). Mój realizm jest bardziej zbliżony do realizmu np. trenera Gorskiego. Uważam, że każdy mecz można wygrać o ile się w to wierzy ale wiara ta musi być rzeczywista a nie pozorna, nie może być podszyta strachem czy obawą. Ale aby była ona prawdziwa nie może być karmiona taką strawą którą Pan Basałaj podaje ( to moja ocena). Mój realizm opiera się na wielu przykładach, podam jeden. Czy przykład Greków nie powinien przemawiać do wyobraźni i być zaraźliwy także i dla nas, Polaków?. Grecy czarno na białym, wszem i wobec udowodnili, że Polacy mogą zdobyć tytuł, osobną sprawą jest czy go kiedykolwiek zdobędą ale że mogą zdobyć to już pewnik. Nic i nikt tego już nie zmieni. Pan Basałaj pisze; "Optymizm i duch w narodzie tak wielki, jak wielkie mogą być nadzieje przed takim meczem. Od polityków po tzw. zwykłych zjadaczy chleba". Uważam, że to optymizm na zapas i nie chodzi mi tylko o Pana Basałaja; "wiadomo że kibice nie dadzą sobie psioczyć na drużynę ale taka jest realna prawda. Ta drużyna nie osiągnie nic i znów powrócą na tarczy a wszyscy będą się dziwić co sie znów mogło stać jak zawsze po turnieju z którego odpadają jako jedni z pierwszych"- to jeden z wielu głosów internautów w podobnym duchu jaki czytałem. Pan Basałaj pisze, co prawda w innym kontekście ale mi to tutaj bardziej pasuje; "Założę się, że wielu tak myśli, ale nikt tego głośno nie mówi". Na sam koniec pisze Pan; "A mimo wszystko dobrze byłoby pokonać w niedzielę Niemców. W poniedziałek, 9 czerwca, nastałby bowiem najpiękniejszy poranek w Polsce od kilkudziesięciu lat". Moim zdaniem im więcej będzie w Polsce takich uczonych realistów jak Pan tym mniejsze będą na to szanse. Ja przedkładam realizm zwycięstw nad realizm klęsk nawet wtedy kiedy tych klęsk jest więcej niż zwycięstw.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3421746,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

stan iluzji i beznadziei - jak my to kochamy

niedziela, 08 czerwca 2008 10:53

Zauważyłem, że wielu internautów zaraz po tym jak odbierała naszym wszelkie nadzieje na sukces doszła do takiego samego wniosku jak Pan, że dobrze byłoby wygrać mecz. Czy nie widzi Pan w tym sprzeczności nie do pogodzenia?. Czy nie w tym leży różnica między prawdziwą wiarą a pozorowaną?. Uważam, że nie można stać okrakiem na barykadzie, że nie można być do połowy w ciąży ..., że albo się wierzy albo nie. Chce Pan uczestniczyć w zwycięstwie przykładając rękę do porażki ( mój wniosek z mojej oceny )?. Pan pisze "chciejstwo" a ja odpowiadam, że Pan chce zastąpić chciejstwo samorealizującą się negatywną przepowiednią, samospełniającym się negatywnym proroctwem. Nie wszyscy jeszcze wiedzą tak jak Pan, że z Niemcami nie da się wygrać i mają jeszcze iluzje i kierują się nadzieją:"Klinsmanowi przydarzyło się kilka nieoczekiwanych wpadek, jak porażki z Koreą Południową, Słowacją i Turcją". Pisze Pan "stan iluzji i nadziei - jak my to kochamy" i dodaje "stan, który trudno znaleźć gdzie indziej wsród narodów zjednoczonej Europy". A ja piszę, że jest dokładnie odwrotnie, że ten stan którego trudno znaleźć gdzie indziej to stan iluzji i beznadziei - jak my to kochamy. Może Pan pomieszał dwa porządki, to że narody zjednoczonej Europy nie znajdują nadziei dla nas to nie znaczy, że nie znajdują jej dla siebie. Nadzieja to stan indywidualny nikt ją za nas nie znajdzie. Tak samo jak Pan ubolewam nad tym, że "ograć Niemców czy Rosjan, naszych sąsiadów od tysiąca lat, to marzenie każdego kibica-Polaka". Ja chcę aby Polacy wygrywali z każdym bez względu na narodowość, każdy mecz traktuję tak samo i wiem, że tylko taka postawa mogłaby kiedyś zaprocentować zwycięstwem w EURO czy Mundialu, choć pewności nie ma i być nie może. Ubolewam również nad tym że, " ten sam naród, który kocha do szaleństwa i pada na kolana przed zwycięskim selekcjonerem, potrafi jednak strasznie pokąsać, kiedy ich zespół przegrywa". Mam nadzieję, że nie chodzi Panu o zwykłe rozliczanie za wyniki. Nie wiem jak Pan, ale ja nie zamierzam ani przed nikim "padać na kolana" ani nikogo "kąsać". Sądzę, że Pan zbyt generalizuje, że czytelników bulwarówek bierze Pan za reprezentatywną grupę narodu. Przyznam, że oni są najgłośniejsi i większość jest wobec nich bezsilna. Mi nie odpowiada zarówno hurraoptymizm, zwłaszcza jeśłi oznacza to brak szacunku dla rywala [każdy chce wygrać, każdy chce być najlepszy i każdy ma do tego prawo] jak i pesymizm czy jak to nazywam defetyzm. Moim zdaniem oba są siebie warte, jedno żeruje na drugim, jedno wynika z drugiego, nie wiem, ktore było pierwsze, każda strona ma własne zdanie na ten temat, jak to zawsze w takich przypadkach bywa. Wiem, sama wiara nie wystarczy do zwycięstwa ale wiem też, że bez wiary również się nie wygra. Jeśli się gra z faworytami to idzie jakoś tak; jesteście lepsi, musicie z nami wygrać ale jest mały problem musicie to zrobić na boisku, bez zmiłuj się, napewno dacie sobie radę :), ale gdy przegracie to my będziemy "bohaterami" a wy staniecie się "pośmiewiskiem".



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3421737,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzynówek: Wszystko rozstrzygnie się na boisku

piątek, 06 czerwca 2008 9:49

Nadciągają Mistrzostwa Europy w piłce nożnej, dla nas mają one szczególne znaczenie, bowiem nasza reprezentacja po raz pierwszy wystąpi w gronie najlepszych drużyn kontynentu. Na inaugurację gramy z Niemcami, z którymi nigdy wcześniej nie wygraliśmy, co jest wprost trudne do uwierzenia. Tak więc nie tylko gramy po raz pierwszy na mistrzostwach ale do tego z drużyną, z którą jeszcze nie wygraliśmy. Drugim najgroźniejszym rywalem grupowym naszych piłkarzy zapewne będzie, typowana na "czarnego konia" EURO 2008 Chorwacja, dopiero co opromieniona dwukrotnym pokonaniem i wyeliminowaniem Anglików. Wydaje się, że między tymi trzema zespołami rozstrzygnie się sprawa awansu do ćwierćfinałów. Austria pełniąca rolę współgospodarza prawdopodobnie będzie dostarczycielem punktów. Rzecz prosta są to tylko założenia, które dopiero życie zweryfikuje. Awansować będzie bardzo trudno, więc tym bardziej warto się o to pokusić. W mediach zapanowała już gorączka niedzielnej nocy. Pojawiły się liczne wywiady z naszymi zawodnikami. Szczególne kontrowersje wywołał wywiad z najnowszym nabytkiem  reprezentacji Rogerem; "- na pewno nie czuję się gorszym piłkarzem. Jasne, on gra w wielkim klubie, jest wyceniany na wiele milionów euro. ale te wszystkie historie zostają w szatni. Przecież na boisku nie myślę: o rany, to ten Ballack z Chelsea! (...).Wierzymy w swoje umiejętności i każdy z nas pójdzie na całość - mówi Roger". I dalej w tym duchu. Myślę sobie, wywiad jak wywiad, nie powiedział nic takiego co by nie powiedziało na jego miejscu wielu innych zawodników. Samopoczucie ważna rzecz, im lepsze tym lepiej. Sądzę, jako kibic, że powiedział to co chcieliby usłyszeć kibice [choć z tym różnie bywa o czym później]. Teraz ważne aby pokazał to na boisku. Tymczasem wywiad ten zbulwersował legendarnego polskiego bramkarza Jana Tomaszewskiego; "Porównać Rogera i Ballacka to dla mnie tak, jakby zestawić tron królewski z krzesłem elektrycznym" ( dlaczego Panu Tomaszewskiemu Roger skojarzył się akurat z krzesłem elektrycznym tego nie wiem :)) oraz " A co do przechwałek Rogera: równie dobrze mogę stwierdzić, że posłałbym na deski Tysona". Przyznam się, że nie wyczułem w trakcie czytania przechwałek ale nie będę się o to spierał.  Rozumiem, że Pan Tomaszewski widziałby w kadrze Majewskiego na miejscu  Rogera i uważa, że dzieje się to ze szkodą dla polskiej piłki, że trener wybrał odwrotnie. Ale klamka już zapadła. To Roger będzie grał a nie Majewski i chyba dobrze by było dla polskiej piłki aby grał jak najlepiej?. Nie mnie kibicowi krytykować Pana Tomaszewskiego ale nic na to nie poradzę, że mi wypowiedź powyższa kojarzy się z sianiem defetyzmu, niezależnie z czyich ust by padła. Po kim jak po kim ale po byłym wybitnym reprezentancie wybitnej drużyny trenera Górskiego najmniej spodziewałbym się takiego podejścia do tematu. Znam czasy drużyny trenera Górskiego tylko z opowiadań i książek, chyba nie ma w tym mojej winy, że swój staż kibicowski zacząłem od drużyny trenera Piechniczka ale mi też jako kibicowi zależy aby doczekać się czasów kiedy nasza reprezentacja będzie odnosić chociaż zbliżone  sukcesy do tamtych. I mam poważne wątpliwości czy takie podejście do tematu jak wyżej zacytowane mi w tym pomoże. Gdyby pójść dalej tym tropem należałoby wywiesić białą flagę i dać sobie spokój z mistrzostwami.  Znam takie powiedzenie, że ryba psuje się od głowy, więc się obawiam, że za przykładem Pana Tomaszewskiego pójdą inni, w tym i kibice. "Wielkim optymistą na kilka dni przed pierwszym meczem Polaków na Euro jest kapitan reprezentacji Maciej Żurawski. - Jedziemy tam, by wygrać turniej. A pierwszym krokiem do tego celu będzie zwycięstwo nad Niemcami - zapowiada w "Przeglądzie Sportowym" zdobywca bramki w meczu z Albanią.". Wypowiedź Żurawskiego ubawiła setnie wielu internautów, wystarczy zajrzeć do postów zamieszczonych pod tym artykułem np. "widzę, że nie tylko Żurawskiemu upał odebrał zdrowy rozsądek. ;-)" i wiele innych w podobnym duchu. A przecież, żaden sportowiec nie jedzie po to aby przegrać, zwłaszcza w sporcie zespołowym, który jest mniej przewidywalny niż indywidualny. Każdy chyba marzy o zwycięstwie, niezależnie jak ocenia swoje szanse. Rzecz prosta sprawą do dyskusji jest to czy należy deklarować cele maksymalne, zwłaszcza jak się nie ma wyraźnych ku temu podstaw. Ale tylko to.  Na zdrowy rozum, kibic powinien oburzać się gdy nie dostrzega wiary i determinacji u zawodnika a nie na odwrót. Chorwaci np. nie boją sie rozczarowań i gniewu kibiców; " Trener Chorwatów Slavan Bilić twierdzi że jego piłkarze są w stanie zdobyć tytuł   - jest prawdopodobne, że ktoś nietypowany na faworyta wygra mistrzostwa. Tak jak to zrobili Grecy w 2004 roku. Myślę, że akurat my jesteśmy w stanie powtórzyć ten wyczyn - mówi.Szkoleniowiec zdaje sobie sprawę z presji ze strony kibiców, ale się nią nie przejmuje   - Presja to najlepszy sposób na zmobilizowanie drużyny. Dzięki niej moi piłkarze zagrają na 110 procent". Jeśli Chorwaci zdobędą tytuł to będę wiedział dlaczego a jeśli im się to nie uda to przynajmniej bedę wiedział że chcieli i próbowali. Trener Chorwatów jak widać z presji [która i tak jest nieunikniona] ma nadzieję uczynić sprzymierzeńca a nie wroga. Czy przykład Greków nie powinien przemawiać do wyobraźni i być zaraźliwy także i dla nas, Polaków?. Grecy czarno na białym, wszem i wobec udowodnili, że Polacy mogą zdobyć tytuł, osobną sprawą jest czy go kiedykolwiek zdobędą ale że mogą zdobyć to już pewnik. Nic i nikt tego już nie zmieni. Rzecz prosta muszą być spełnione liczne warunki a jednym z nich jest wiara w sukces. Rzecz jasna może ona narastać w trakcie turnieju w miarę coraz lepszej gry ale od czegoś trzeba zacząć aby mogła ona zacząć narastać. Potrzebna jest i pokora i pewność siebie ale to kwestia wyczucia kiedy która bardziej się przyda i należy to pozostawić w gestii sztabu szkoleniowego i samych piłkarzy. My dalsze otoczenie powinniśmy emanować kulturalną wiarą w sukces.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3415108,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

Krzynówek: Wszystko rozstrzygnie się na boisku

piątek, 06 czerwca 2008 9:48

 Powinniśmy zwalczać zarówno defetyzm jak butę, arogancję czy szowinizm. Jedno jak i drugie szkodzi naszemu sportowi, w tym i piłce. Ale nie można też w zdrowych ambicjach, bez których nie można marzyć o sukcesie, doszukiwać się buty, arogancji czy szowinizmu, nie można dopuścić do tego aby wylewano dziecko wraz z kąpielą. Tak samo należy umieć odróżniać potrzebną konstruktywną krytykę od siania defetyzmu. Sądzę, że aby odróżniać jedno od drugiego wystarczy przeciętna inteligencja, to nic trudnego, gorzej jest z czystością intencji i dostatkiem dobrej woli i w tym chyba leży pies pogrzebany. Jeśli mnie przeczucie nie myli to największą naszą przeszkodą w odnoszeniu jeszcze większych sukcesów sportowych jest niedostatek wiary w siebie na tle innych [ale takiej prawdziwej a nie udawanej]. Sądzę, że przeciętny kibic umie rozróżnić prawdziwą wiarę od pozorowanej. Takie  mam poczucie od wielu lat i dlatego o tym piszę. I mam tu na myśli nie tyle nawet sportowców, ile całe otoczenie wokól nich.Co do pozorów. Przemysław Rudzki w Przeglądzie Sportowym napisł komentarz pt. 'Zespół na miarę Europy". Tezy autora i przewód mi się podobały ale podsumowanie już mniej; "Piłkarze są zdrowi. Mają mentalność zwycięzców. Głowy podniesione". To dobrze :]. Moim zdaniem przez autora przemawia młodzieńczy entuzjazm i naiwność. Mam nadzieję, że autor ma rację ale tylko nadzieję. To czy nasi piłkarze mają "mentalność zwycięzców" czy nie to się dopiero okaże podczas meczu. Tylko boisko może to zweryfikować. Na razie to nie jest fakt tylko przypuszczenie. "Mentalność zwycięzców" ma być widać nie w szatni przed podczas i po meczu, nie w wywiadach prasowych czy na konferencjach prasowych ale podczas meczu. Rzecz prosta, nie przeszkadzałoby mi to w najmniejszym stopniu, gdyby zawodnik był speszony, zastraszony, niepewny siebie, głupkowaty podczas konferencji czy wywiadu a na boisku walczył jak lew i do tego używał głowy. Gorzej z odwrotnością. Lubię ekscentryczne poczucie humoru ale do pewnego stopnia. Trenerzy Engel i Janas też umieli stwarzać pozory i byli przekonywujący ale boisko to zweryfikowało. Moim zdaniem dla trenera Engela test ten wypadł lepiej niż dla trenera Janasa. Nie wiem kto i dlaczego zawinił i nie szukam winnych, jestem tylko kibicem i dzielę się swoimi wrażeniami i odczuciami. Nie chodzi mi oczywiście o wynik ale o grę bo wynik jest zawsze nieprzewidywalny [naturalnie przy założeniu, że obie drużyny wierzą i dążą do zwycięstwa]. Dla mnie jako kibica najważniejsze jest, nie tyle to, aby zawodnik posiadał ducha walki, ile to, aby nie bał się ( asekuracja na wypadek porażki) pokazać to kibicom podczas rywalizacji sportowej. Zresztą uważam, że jedno idzie w parze z drugim. Uważny kibic odróżni pozory od rzeczywistości. Niemcy mają odwrotny problem niż my, oni muszą mieć baczenie aby nie zlekceważyć przeciwnika. Gdy przeglądam fora internetowe i zamieszczane na nich wynurzenia internautów to przeraża mnie liczba różnego rodzaju malkontentów z jednej strony a troglodytów z drugiej i mała liczba ludzi normalnie myślących. Wtedy sama nasuwa się myśl, że mamy takich sportowców na jakich jako społeczeństwo zasługujemy plus wyjątki od reguły. Pocieszam się tym, że na forach najczęściej zabierają głos ci co nie mają nic sensownego ani dobrego do powiedzenia a ludzie normalni na ogół milczą. To miało być na tyle. Ale ukazała się "Krwawa okładka Super Expressu ". Wiem co można spodziewać się po bulwarówkach, myślałem że niczym mnie już nie zaskoczą. Ale tym razem przeszli samych siebie. To już wyszło poza rywalizację sportową, usuwa sport w cień. To zdziczenie i barbarzyństwo, które niszczy wszystko nie tylko sport. W sporcie obowiązuje zasada, aby wygrał lepszy, odniesienie zwycięstwa w inny sposób nikogo chyba nie cieszy, a rywalizacja powinna przebiegać w duchu fair play. Rzecz prosta nie można być barankiem na rzeż prowadzonym, trzeba być równie twardym jak przeciwnik ale wszystko ma swoje granice dobrego smaku, przyzwoitości etc. Mnie np. bardziej zbulwersowała prowokacja Materazziego ( tego nie rozumiem) niż reakcja Zidana ( a to tak, co nie znaczy, że pochwalam). Nie wiem kto i dlaczego opublikował ten fotomontaż. Prowokacja to czy głupota. Ale nikt mi nie wmówi, że ktokolwiek kto za tym stoi, może mieć jakiekolwiek pozytywne uczucia, może być patriotą czy kibicem. Moim zdaniem "oni" tylko wykorzystują sport grając na najniższych instynktach ludzkich do podniesienia nakładu czy zwrócenia na siebie uwagi. Mamy więc dwie plagi z jednej strony defetyzm z drugiej barbarzyństwo. Jeszcze bardziej mnie zdumiewa kto i dlaczego to kupuje i czyta, niż to że ktoś chce na tym ubić interes i to w dobie choć publicznej ale powszechnej edukacji. Nie jestem zwolennikiem odpowiedzialności zbiorowej, trzymam się zasady, że mądry wstydzi się tylko za siebie a głupi za innych. Ale z drugiej strony poczuwam się do współodpowiedzialności za wspólnotę, która nazywa się narodem. Uważam, że każdy powinien sam prać swoje brudy, nie oglądając się na innych. Mleko się już rozlało i nie ma co się nad nim rozwodzić. Teraz powinniśmy zająć się tym, co zrobić aby zapobiedź podobnym ekscesom na przyszłość. Nie sądzę aby apele mogły w czymś pomóc. Powinien się tym zająć rząd i parlament.    PATCH. Dla miłej zgody mogę obiecać Panu Janowi, że będę próbował wytknąć coś również Panu Zbigniewowi [ niech Bóg mi wybaczy], o ile naturalnie dostarczy mi pretekstu. Poznałem credo Pana Tomaszewskiego; "nie jestem patriotą-idiotą i gdy widzę, że coś jest nie tak, to prosto to mówię. Ale przede wszystkim byłem, jestem i mam nadzieję, że po Euro też będę kibicem naszej reprezentacji". Doskonale. Pozwoli Pan sobie powiedzieć, że zbyt często Pan przesadza i że to szkodzi sprawie, której Pan służy? (to moja ocena).  Niech Pan nie myśli, że nie doceniam Pana zasług jako piłkarza, doceniam tyle tylko, że mam taką samą zasadę jak Pan, mówię to co myślę. Niekiedy róznica polega tylko na tym, czy się wali po oczach, czy się mówi prosto w oczy.



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3415106,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

z przed Instanbul cup i rolanda garrosa

środa, 04 czerwca 2008 9:04

"Dziwi mnie trochę nadmierny optymizm Roberta Radwańskiego, który widzi szansę na osiągnięcie przez Agnieszkę pierwszej dziesiątki już po turnieju Rolanda Garrosa. Dotychczas bardzo podobało mi się kierowanie karierą Agnieszki przez jej ojca. Obecnie widzę w jego działaniach i wypowiedziach, że traci on zdolność realnej oceny sytuacji. Przyznam, że mnie to trochę martwi.
Stawianie zbyt wysokich celów Agnieszce może spowodować w razie niepowodzeń utratę jej najcenniejszego waloru, jakim jest jej duża odporność psychiczna."
wtorek, 13 maja 2008, tojarek (cytat z blogu "tenis z najwyższej półki")                                                                 2008/05/13 10:40:50     Z powyższej wypowiedzi wnioskuję, że lepiej nie stawiać sobie ambitnych celów ze strachu że może się nie udać. Sądzę że autor się myli, sugerując że trener dotychczas nie stawiał " zbyt wysokich" celów, siłą rzeczy były one mniejsze bo też zawodniczka znajdowała się na innym etapie kariery. Jeśli chce się rozwijać karierę to należy sobie stawiać cele do przodu [a nie do tyłu], co nie znaczy że rzeczywistość nie może okazać się inna [ale to ryzyko ponoszą wszyscy, którzy się nie boją stawiać przed sobą ambitnych celów]. Jeśli zawodniczka jest 16 na świecie to awans do pierwszej 10 wydaje się być celem naturalnym, umiarkowanym [co nie znaczy że gwarantowanym] a dodatkowo są sprzyjające okoliczności [nie ma konieczności obrony punktów]. Teraz kwestia deklaracji można stawiać cele nic nikomu nie mówiąc [asekuracja], ale to już zależy od "typu" zawodnika. Głośne stawianie celów niektórym zawodnikom przeszkadza [kula u nogi] a niektórych wręcz odwrotnie mobilizuje do lepszej gry i większego wysiłku. Mam nadzieję że trener lepiej zna swoją zawodniczkę niż redaktor i że Agnieszkę nie zdeprymuje ewentualne nieosiągnięcie celu, tylko przesunie go w czasie [co nie znaczy że kariera Agnieszki musi przebiegać po linii prostej czyli że najpierw nie spadnie aby pózniej awansować]. Obojętnie jak będzie ja się cieszę że mamy zawodniczkę która się nie boi stawiać przed sobą ambitnych celów w obawie że się nie uda i nie sądzę aby to miało osłabić jej psychikę [zakładam że porażki Ją i jej najbliższe otoczenie mobilizują tylko do większej pracy i większego wysiłku]. Sądzę właśnie że silna psychika Agnieszki [pewność siebie] zalicza Ją do tych zawodników którzy nie boją się porażek.        PATCH. Odnoszę nieodparte wrażenie, że pesymiści schlebiają sobie, że są realistami, że to realizm nakazuje im być pesymistą a nawet chcą mieć monopol na bycie realistą. Po co przeżywać poraz kolejny rozczarowania lepiej już być pesymistą. Być może bierze się to z tąd, że dużo łatwiej być pesymistą i realistą niż optymistą i realistą. Pewien wielki polski mąż stanu, zaobserwował kiedyś, że dzieci w Anglii zachęcają się słowami "zrób to, to takie trudne" a nie "zrób to, to takie proste". Choć staram się zachować optymizm, to też sobie schlebiam, że jestem -a przynajmniej chcę być - realistą. Znam nawet kilka adekwatnych powiedzonek; "stąpać twardo po ziemi", "jak sobie pościelisz tak się wyśpisz", "jesteś kowalem swojego losu", "życie to nie je bajka", "dobrymi intencjami piekło jest brukowane", "umiesz liczyć to licz na siebie", "wierz i ufaj i sprawdzaj", "strzeżonego Pan Bóg strzeże", "kochajmy się nie dajmy się", "dobra mina do złej gry", " lepsze jest wrogiem dobrego" i moje ulubione "nikt nam nie pomoże jeśli sobie sami nie pomożemy" a nawet jedno niecenzuralne "życie nie pieści się z nami więc...". Uważam, że realizm da się pogodzić nawet z idealizmem. Moim zdaniem realizm polega bardziej na ciężkiej pracy niż na stawianiu sobie przeszkód nie do pokonania. Realizm to chyba nic innego jak postrzeganie rzeczy takimi jakimi są bez wybielania i bez oczerniania. Jako samozwańczy realista też uważam, że dążenie do celu polega na przybliżaniu celu maksymalnego celami minimalnymi inaczej w dążeniu do celu krok po kroku ( być może nawet inaczej się nie da). Tyle tylko, że różnice między ludźmi polegają chyba na tym, że wszyscy robią kroki różnej długości. Dla mnie jako kibica-realisty:) najważniejsze jest, nie tyle to, aby zawodnik posiadał ducha walki, ile to, aby umiał pokazać to kibicom podczas rywalizacji [ i to niezależnie od notowań przedmeczowych i wyniku]. Zresztą uważam, że jedno idzie w parze z drugim. Uważny kibic odróżni pozory od rzeczywistości.

                                                                                                     



Podziel się:
Trackback: http://bloog.pl/id,3409144,trackback

komentarze (0) | dodaj komentarz

 12  »

czwartek, 17 maja 2012

Licznik odwiedzin:  3 189 (wersja testowa)

Kalendarz

« maj »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Archiwum

O mnie

wiktor korzeniewski aq6743@wp.pl

O moim bloogu

tenis

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 25.05.2011 1:27:54
  • autor: Judson Borreggine
  • treść: Nalezy wyrazic, ze o...

Kategorie

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

http://p1lka.blox.pl

Lubię to